4 lutego w MOK-u odbyła się kolejna edycja Gimpelczadu. Na scenie nie zabrakło emocji, odwagi i ogromnej pasji, a uczniowie po raz kolejny udowodnili, jak wiele talentów kryje się w naszej społeczności! Dziękujemy wszystkim wykonawcom, nauczycielom i organizatorom za stworzenie tego wyjątkowego wydarzenia!![]()
Gimpelczad, to wydarzenie z ponad 30 letnią tradycją – jego pierwsza edycja odbyła się w 1991 roku, z inicjatywy Pana Adama Hermana – nauczyciela informatyki, matematyki i wychowawcy ówczesnej klasy 1a, z którą cała ta historia się zaczęła. Jak wspomina Pan profesor, nazwa wydarzenia wzięła się od potocznego określenia „gimpel”, którym kiedyś nazywano przedwojenne gimnazjum, a później liceum. Po kilku latach przerwy wydarzenie to reaktywował niemniej charyzmatyczny nauczyciel tej szkoły, pan Marcin Wieczorek
A o wspomnienia związane z jednymi z pierwszych edycji zapytaliśmy również Panią Sonię Bohosiewicz: – Jakie są Pani najlepsze wspomnienia związane z Gimpelczadem? – Czy lata nauki w Miarce oraz gimpelczad miały wpływ na Pani karierę aktorską? “ Małe miasteczka potrafią być centrum świata. Gimpelczad narodził się w naszych głowach. To była chyba pierwsza inicjatywa i pierwsza realna chęć, którą udało nam się naprawdę zrealizować. Dało nam to potężne poczucie sprawczości — że możemy, że od nas coś zależy. Ogromna w tym zasługa pana profesora Hermana, który nam to ułatwiał i przez cały czas dmuchał nam w skrzydła. Ta sprawczość została ze mną na lata i do dziś jest dla mnie źródłem dumy. Nigdy nie miałam poczucia, wychodząc w świat — do Krakowa i dalej — że jestem „z małego miasteczka”. Nikt z nas tak nie myślał. Małe miasteczka potrafią być centrum świata. Nasze liceum było miejscem wyjątkowym: nie tylko marzyliśmy, ale realnie te marzenia realizowaliśmy. Trwałym świadectwem i pomnikiem tamtego czasu jest właśnie Gimpelczad. Po raz pierwszy stanęłam wtedy na scenie jako prowadząca, konferansjerka, razem z Maćkiem Tarasinem. Wystąpiliśmy w szkockich spódnicach w czerwoną kratę — to było ogromne spełnienie marzenia Maćka- uważał, że ma świetne nogi i bardzo chciał w takiej spódnicy wystąpić i tak poprowadziliśmy pierwszy Gimpelczad, w szkockich kiltach. Być może Gimpelczad od początku miał być miejscem spełniania marzeń — i dokładnie tym się stał. To poczucie sprawczości zostało we mnie do dziś. Teraz sama piszę, produkuję swoje spektakle, nie czekam na propozycje — sama kreuję swój świat. Jestem pewna, że dla wielu z nas tamten moment był naprawdę formujący. Gimpelczad dzięki następnych Miarkowiczom przetrwał, tak jak przyjaźnie w naszej 4A nie zakończyły się wraz z maturą. Za 2 miesiące jedziemy “klasowo” razem żeglowac do Grecji. Na pewno będzie z nami gitara i co wieczór będziemy śpiewać niejedną piosenkę z repertuaru Gimpelczadu.” – Sonia Bohosiewicz
















